strona główna o książce spis treści opinie absolwenci ciąg dalszy zapowiedzi kontakt kupuję forum

Zapowiedzi wydawnicze na rok 2008



Adam Myśliński Dom Wencla

Dom Wencla to pełna uroku opowieść, która wzrusza i rozwesela zarazem. Autor przywołując w niej czas swojego dzieciństwa i młodości opisuje świat lat 50. i 60. XX w., którego pępkiem była przasnyska kamienica stojąca… w pobliżu ogólniaka. Codzienne życie jej mieszkańców i ich sąsiadów widziane jest oczami dziecka. Archiwalne fotografie nadają pamiętnikarskiej narracji walorów szczególnego dokumentu o przeszłości, zwłaszcza o tej jedynej, jaką każdy z nas nosi w sobie – o domu rodzinnym i bliskich ludziach, którzy (jak to zwykle bywa) zbyt szybko odchodzą. Zostają tylko wspomnienia, niekiedy – jak te – na szczęście spisane.

Dnia 30 sierpnia 1964 roku wieczorem wyszedłem z domu żegnany przez ocierającą łzy mamę. Na moje pytanie czemu płacze, przecież nie jadę na koniec świata tylko do szkoły, odpowiedziała stojąc na schodach: – Płaczę, bo ty już tutaj nie wrócisz. Miała rację. Już nie wróciłem. Ale zawsze, kiedy wieczorem po zdyszanej wizycie, kiedyś jeszcze u Ojca, teraz już tylko u Siostry i jej rodziny, wyjeżdżam do swojego już w końcu nie tak odległego domu, skręcam wbrew logice nie na wschód – do Warszawy, lecz na zachód, aby przejechać koło tamy i parku, poczty i zakładu Królickiego. Jadąc dalej mijam szkołę i dom na Błoniu, który teraz już w innych rękach, ze zmienioną elewacją stoi na rogu i oknami patrzy na przejeżdżające auta. Jak dawniej oświetlają one reflektorami jego jasne ściany. I tak samo jak kiedyś, samochodowe światła rzucają tajemnicze cienie w głąb pokoi. Dom Wencla.



Eugeniusz Kłoczowski W pastelowych barwach

Wspomnienia Eugeniusza Kłoczowskiego W pastelowych barwach to obraz małej ojczyzny autora wywodzącego się z Bogdan Wielkich k. Chorzel oraz opowieść o ludziach: rodzinie, chłopach, Kurpiach, Żydach, szlachcicach i ziemianach z okolic Przasnysza. Wspomnienia ilustrowane będą w książce unikalnymi zdjęciami prezentującymi codzienne życie dworów od Bogdan po Rostkowo, od Dzierzgowa po Karwacz. Ta nieznana część lokalnej tradycji, którą niszczyli Niemcy, a potem komuniści, pokazana zostanie po raz pierwszy.

Śni mi się obrazek z dzieciństwa. Ojciec siedzi na ganku. Słyszę przy otwartych w lecie oknach matkę grającą polonezy Chopina A-dur, As-dur, Fis-dur. Ojciec mnie woła i szepce: – W tej muzyce jest duch polski. Słuchaj jej, aby być Polsce coraz wierniejszym. Zamykam znów oczy. Widzę długie korowody par idących w rytm poloneza. Nie ma w tym tłumie delii, kontuszów, karabel. Są chłopskie szare sukmany i korale na szyjach kobiet. Idą chłopi w rytm poloneza, idą setkami, tysiącami ku Polsce ludzi dobrych, serdecznych, żarliwych, wolnych. To potomki Kurpiów, chłopów, drobnych szlachciców, wszystkich co przez cierpienie i trud zdobyli indygenat duchowy, twórcy ogniska, które zapłonie jutro między Wschodem i Zachodem Europy. „Polska to jest naprawdę wielka rzecz”.



Zdjęcia: 1899 oraz lata 70. XX w.
Anastazja Wesołowska/Błazeusz
Eugeniusz Kłoczowski (1897–1985)
Jerzy Gaczyński Od Przasnyka do świętego Stanisława Kostki

Zmarły 16 lutego 2006 roku ciechanowski historyk regionalista Jerzy Gaczyński, który ponad trzydzieści lat badał mazowieckie średniowiecze, pozostawił opracowanie przedstawiające po raz pierwszy tak wnikliwie i wszechstronnie najdawniejszą historię Przasnysza i jego okolic. Autor rozpoczął swą opowieść od tonących w mrokach wieków średnich lokalnych dziejach, które uosabia Przasnyk (zwany często Przaśnikiem), legendarny założyciel grodu nad Węgierką, a skończył na czasach św. Stanisława Kostki, najsławniejszego syna ziemi przasnyskiej epoki złotego wieku. Ten okres był dla miasta (obchodzącego w 2007 roku swoje 580-lecia) etapem wielkiego rozkwitu. Na Mazowszu ustępowało ono wówczas liczbą mieszkańców, krócej czy dłużej, jedynie Warszawie.

Książka Gaczyńskiego to przewodnik po Przasnyszu jakiego już nie ma, ale przecież tamten dawny jest nadal obecny w tym, który istnieje dziś. Bez odwołania się do jego początków, nie można doprawdy ani dobrze poznać, ani zrozumieć tego miasta.

Nazwa miasta z dużym prawdopodobieństwem pochodzić może od bartnika o imieniu lub przezwisku Przasnek, który odegrał jakąś ważną rolę w miejscu, gdzie powstał Przasnysz. Człowiek ten mógł z czasem zmienić swoją profesję i zostać młynarzem. Jeżeli wydarzenia opisane w legendzie miały miejsce w czasach Konrada I (1207 - 1247), a żaden inny z książąt o tym imieniu nie wchodzi w rachubę, to na wybudowanie młyna niezbędny był wówczas przywilej książęcy. I właśnie młyn mógł być przedmiotem książęcego nadania na rzecz bohatera legendy. To odpowiadałoby zaś dzierżawczej formie nazwy miasta według typologii A. Brücknera, która mogła brzmieć pierwotnie „Przasnków Młyn”, a z czasem Przasnysz.